ABBBartyściwystawywarsztatyo nasforumbibliotekakontaktenglish

"Sześcian w zlewie" - Bartosz Mucha
09.03.05 - 16.04.05, wernisaż 09.03.05, godz. 19:00
BB Kraków, ul. Garbarska 24

Na początku była dwuwymiarowa płaszczyzna kartki, z której z czasem wyłoniły się trójwymiarowe obiekty. Teraz wspólnie tworzą one instalacje.
Tytuł wystawy to "Sześcian w zlewie". Sześcian, który w różny sposób pojawia się w prawie każdym z dziewięciu prezentowanych obiektów. Obiektów - nie mebli, chociaż ich funkcjonalność jest niezaprzeczalna. Jednak jak mówi sam artysta jest ona tylko wypadkową formy, a jej znaczenie jest drugorzędne.

Bartosz Mucha poszukuje innego znaczenia przedmiotów znanych i zastanych w otaczającej go rzeczywistości. W pewien sposób bawi się z widzem. Bawi się słowem - jego stroną graficzną i znaczeniową. Mamy więc "The poor lamp" ponieważ słowo poor "fajnie wygląda", a przy okazji odzwierciedla oszczędność formy i użytych materiałów ( karton, kalka), a nawet może stanowić fikcyjną markę produktów. Mamy także całkiem wygodny "duporet", którego konstrukcja jest tak prosta, że możemy go własnoręcznie złożyć przy użyciu dołączonego śrubokrętu, a gdyby ta czynność wywołała jednak jakąkolwiek frustrację możemy pozbyć się jej szybko stosując imitację lekarstwa, jaką jest "nerwofol".

Artysta bawi się także formą, w której godzi ze sobą logikę konstrukcji z nieprzewidywalnym niejednokrotnie wypełnieniem - jak w czarnym sześcianie, który po rozsunięciu zamka ukazuje czerwone, futrzane wnętrze i może stać się fotelem. Może - chociaż przecież wcale nie musi. Geometria i organiczność przeplatają się tu ze sobą, tworząc nowe, zaskakujące wartości.

Instalacje Bartosza Muchy skłaniają do przełamania stereotypowego myślenia o wnętrzu i przedmiocie, a odkrywanie ich nieoczekiwanych znaczeń stanowi świetną zabawę.
Joanna Gaworecka

To nie jest przetykaczka"...no cóż, z pewnością to JEST przetykaczka i świetnie się przydaje jej prosty mechanizm gdy mamy zatkany zlew.
No ale przecież może też stanowić praktyczny element konstrukcyjny stołu, działając jako bardzo mocna przyssawka trzymająca szklany blat.
A nawet służąc za cukierniczkę.
Znany w psychologii zwrot: "fiksacja funkcjonalna" opisuje nieumiejętność dostrzeżenia nowego użycia obiektu skojażonego uprzednio z jakimś celem, wpływa to szkodliwie na rozwiązywanie problemów jak i na twórczość (Philip G. Zimbardo).
Termin fiksacja wywodzi się z psychoanalizy Zygmuta Freuda.

Przedmioty w prezentowanym zestawie łamią na swój sposób formy ustosunkowania do zastanej funkcji przedmiotu. Stolik z przetykaczkami to wprost zmiana pierwotnej roli narzędzia i przydzielenie mu innej. Kolejne przedmioty podejmują problem na trochę innych płaszczyznach.

Fiksacja zwykle pojawia się w następstwie długotrwałej frustracji, w sferze emocjonalnej może przybierać postać uporczywych, irracjonalnych lęków. I tu wchodzimy do polskiego mieszkania i do polskiej mentalności w sferze wnętrz.
W blokowiskach trudno odskoczyć od standardów myślenia mając "żelbetonowe buty"
W wyniku frustracji właśnie następuje blokada, która nie pozwala widzieć meblościanki jako mase płyt zajmujących miejsce w małych mieszkaniach gdzie funkcja przechowywania rzeczy schodzi na plan dalszy.

I to jest inna strona moich przedmiotów, choć łamią stereotypy dotykające je bezpośrednio (przetykaczka) to łamią je też jeżeli chodzi o widzenie wnętrza. Salon przestaje być labiryntem płyt, w którym człowiek jak "Pacman" zjada kolejnego schabowego.
Pokój przeistacza się w np.ciekawie oświetloną PRZESTRZEŃ z porozrzucanymi czarnymi sześcianami.      
Bartosz Mucha

Bartosz Mucha - dyplom w Pracowni Projektownia Plakatu prof. Piotra Kunce, ASP Kraków, 2004.

Wybrane osiągnięcia i doświadczenia:
1998 - Festiwal Plakatu, Kraków
1999 - Festiwal Plakatu, Kraków
2002 - Festiwal Plakatu, Kraków
2002 - Międzynarodowe seminarium artystyczne w ramach Kultur Axe, Węgry, Budapeszt,
             Lajozmizse
2002 - dwutygodniowe stypendium Bauhaus Waimar, Niemcy
2003 - półroczne studia w ESAG (École Supérieure d'Arts Graphiques et d'Architecture  
             Intérieure) Paryż, Francja
2002 - wystawy plakatu w ramach Poster Studio on Tour prof. P. Kunce: Mexico City, Bruksela,  
             Kijów, Die
2003 - wystawy plakatu w ramach Poster Studio on Tour prof. P. Kunce: Mexico City, Bruksela,  
             Kijów, Die
2003 - pokonkursowa wystawa Satyrykonu Legnica, Warszawa, nominacja do nagrody
2003 - pokonkursowa wystawa ilustracji, Paryż, Francja
2003 - udział w Grand Prix Młodej Grafiki Polskiej, Bunkier Sztuki, Kraków
2004 - pokonkursowa wystawa Polaków portret przaśny W-wa, nominacja do nagrody
2004 - udział w wystawie plakatu filmowego w ramach Camera Image, Łódź
2003 - Prezentacja filmu "Misio" na Festiwalu Filmów Animowanych w kinie Wanda, Kraków

Zapraszamy na stronę artysty www.poor.pl 


„Duporety i gwiazdoły – rozmowa z Bartoszem Muchą" - „Rzeczy" - wrzesień 2005

Kazik Pietruszewski: Definicja pochodzi z Twojej strony: „Fiksacja funkcjonalna (ang. functional fixedness), nieumiejętność dostrzeżenia nowego użycia obiektu skojarzonego uprzednio z jakimś innym celem; wpływa szkodliwie na rozwiązywanie problemów i twórczość”. Mógłbyś trochę rozwinąć temat?

Bartosz Mucha: Z tym zwrotem pierwszy raz spotkałem się na studiach, na wykładach
z psychologii (przed ASP studiowałem rok na rzeszowkiej Akademii Pedagogicznej). Utkwił mi
on w pamięci i odświeżyłem sobie to zagadnienie podczas pisania części teoretycznej do pracy dyplomowej już na Grafice w Krakowie. (Tak w skrócie pracę stanowił katalog prezentujący moje prace przestrzenne). Cytat jest zaczerpnięty z książki Philip G Zimbardo „Psychologia i Życie” gdzie można zapoznać sie z dość atrakcyjnym, amerykańskim widzeniem człowieka. Jednak pierwszy użył go chyba Freud...

K. P.: Myślisz, że „funkcjonalność” bywa wrogiem kreatywnego myślenia?

B. M.: Wydaję mi się, że miarą kreatywnego myślenia jest elastyczność. Przedmiot może być postrzegany w różnych aspektach. Ale tym „przedmiotem” może być też człowiek np. jako mieszkaniec bloku dającego złudzenie poczucia bezpieczeństwa i stabilności, a przecież
za cene mieszkania kupujemy chatkę pod miastem z ogródkiem, i nie musimy co miesiąc odprowadzać czynszu. Zafiksowani tego nie widzimy. To jest to usztywnienie myślenia,
które mnie interesuje. Dotyczy ono każdego rejonu życia. Dlatego pokazuję przedmioty
w różnych sytuacjach, by zwrócić uwagę na ten problem.

K. P.: Będę dociekliwy – „The poor design” – skąd wzięła się ta nazwa?

B. M.: Po pierwsze szukałem długo nazwy dla „fikcyjnej” marki. W między czasie powstała tekturowa lampa, którą nazwałem poprostu „biedna lampka”. Potem projektowałem dla niej opakowanie i stwierdziłem, ze nazwa jej dużo lepiej się komponuje w języku angielskim
(te fajne dwa „O”). Powstała więc The Poor Lamp. A, że często wykorzystuje dość tanie i pospolite materiały jak guma, filc, płyta OSB to przyjąłem tą nazwę dla całej działalności. Z tym, że pasuje mi ona jeszcze dlatego, że tworzę formy bardzo minimalistyczne. Też, powiedzmy, biedne.
Ale jest też i inny powód: ostatnio wykonałem kilka „Duporetów” dla galerii BB i na zarzut
o nieprecyzyjnym wykonaniu (niestety sam robie wszystko a mam klika maszyn słynnych firm Toya i Topex ;) odpowiedziałem, że „poor” oznacza w języku angielskim też lichość,
złe wykonanie. I to mi się bardzo podoba.

  

K. P.: Studiowałeś na grafice, skąd zainteresowanie tworzeniem obiektów przestrzennych?

B. M.: Nie wiem skąd. Może odwrotnie, poszedłem na złe studia:) ale ja uwielbiam też projektowanie graficzne. Po prostu w projektowaniu obiektów jestem wolny, robię to naprawdę dla siebie. A w projektowaniu graficznym muszę się liczyć z zamawiającym. Poza tym uwielbiam łamigłówki, pamiętam jak mnie zajmowało wymyślanie lampy Sześciopop.
Jak podnosić stopniowo górna część jedną ręką! Robiłem takie małe zapadki, gwinty,
aż wkońcu doszedłem do tego asymetrycznego scięcia sześcianu. 

K. P.: W tym co robisz (mam na myśli projektowanie 3D) widać szczególny surrealistyczny sposób myślenia. Co cię motywuje, jakie masz inspiracje?

B. M.: Surrealizm, absurd, dadaizm to wszystko jest mi bliskie, bo są to sposoby opisywania świata przecież kompletnie niezrozumiałego i choć niewiele tłumaczą (lub w ogóle) to przynajmniej nie opisują go kłamliwie. W sztuce lubię trochę właśnie dadaizm choć w moim wypadku to taki dadaizm użytkowy, chyba... w sumie nie jestem wielkim znawcą ruchu dada.
Ale napewno Duchamp był ciekawą postacią dla mnie. Z trochę innych beczek to będzie: Malewicz, minimal art, konstruktywizm, Murakami, Hayao Miyazaki (autor m.in. Spirited Way)
i oczywiście latający Cyrk Pytonów.

  

K. P.: Nie tak dawno pokazywałeś swoje projekty w krakowskiej Galerii BB („Sześcian w zlewie”, 09.03.05. - 16.04.05). Czy to było pozytywne doświadczenie? Jak na twoją pracę reagują postronne osoby?

B. M.: Tak, później we Wrocławiu. Pierwszy raz pokazywałem moje obiekty. Sam nie wiem po co są wystawy, jeszcze nie tak dawno bym sobie na tak próżny krok nie pozwolił. A teraz wydaje mi się, że jeszcze bardziej żałosne jest tworzenie do szuflady. Oczywiście nie sprzedałem nic (miałem naiwną nadzieję, że bedę tak zarabiał) ale nawiązałem kilka ciekawych kontaktów... teraz np. pomagam Malwinie Antoniszczak przy organizacji wystawy konsum.pl w Weimarze.

 

K. P.: Twój najnowszy projekt to But (www.poor.pl/but). Jest bardzo minimalistyczny w formie
i funkcji. Gwiazdół też był zbudowany na bazie krzyża. To zbieg okoliczności?

B. M.: Lubię krzyż tak jak i kwadrat (znowu ten Malewicz) – są takie pierwotne, kółko też lubię :) Projekt But to próba stworzenia kolekcji. Do tego dorobiłem całą identyfikację wizualną (tu widać jak sie przeplata 2D i 3D). Zaczyna mnie bawić gra z marketingiem. Już nie zależy mi na sprzedaży ale na samym „kreowaniu produktu”, z całą marketingową otoczką.

K. P.: Czy na codzień używasz któregoś z zaprojektowanych przez siebie przedmiotów?

B. M.: Prawie wszystkich, do czasu jak musiałem sie przeprowadzić na 15 metrów na 29 listopada i wszystko pojechało do Rzeszowa, domu rodziców. Został mi Duporet, na którym siedzę, no i kapcie. Ale właśnie jestem na etapie wyzwalania się z w/w fiksacji i jutro wpłacam zaliczkę za domek w Wieliczce :] Teraz płacę 350 zł czynszu za wynajem a będę płacił 290 zł miesięcznej raty przez 20 lat, ale dla siebie. Tak czy inaczej będę miał w piwnicach tego domku pracownię! W końcu.

K. P.: Czy często sięgasz po Nervofol? Czy to uzależnia?

B. M.: To był taki żarcik. A raczej obrendowienie tego co już od dawna było.

K. P.: Skończyłeś studia rok temu – jak wygląda z Twojej perspektywy praca zawodowa w naszym kraju?

B. M.: Jakoś ciągnę pracując w domu. Mam takie wirtualne studio Yhm... z moją dziewczyna Bogną Sroką. Ilustrujemy magazyny, czasem okładkę zaprojektujmy, czy coś. Generalnie
da się, choć nie każdy lubi taką niepewność jutra. Szukam jakiegoś pół etatu gdzieś w szkole,
bo wiadomo ZUS, itp. Pracowałem krótko w agencji reklamowej ale to była pomyłka. Powiedziałem szefowi po miesiącu próbnym, że nie przeszedłem próby. Za słaby jestem chyba. Ale szacunek dla wszystkich, którzy dają rade, to naprawdę twarda akcja. 

  

K. P.: Co dalej? Co planujesz? Czego można się spodziewać w najbliższym czasie?

B. M.: Przebudowuję trochę poor.pl, dojdzie kilka przedmiotów. Mam dużo pomysłów na nowe obiekty ale przede wszystkim trzeba ten domek remontować i nakupić w związku z kredytem Nervosol. Tym razem ten prawdziwy na receptę.

K. P.: Dzięki za rozmowę i życzę udanego remontu.
                                                                                            Rozmawiał Kazik Pietruszewski



<< powrót